polecamy Obeszło się bez downsizingu

Jak wiadomo, modele IS przechodzą facelifting. Japończycy nie mogli więc zapomnieć o tej najbardziej żwawej wersji auta – Lexusie IS-F. Pisząc o innych producentach, w tym miejscu zazwyczaj trzeba było zacząć od zdania „Niestety, pojemność silnika została zmniejszona…”. Nie w tym wypadku. Lexus IS-F nie poddał się żadnemu downsizingowi i w śmiercionośny dla wielu samochodów rok 2011 wjedzie z tym samym, 5.0-litrowym motorem V8. Emisja spalin 423-konnej jednostki jakimś cudem mieści się w normach Euro5. Specyfikacja pozostanie na niezmienionym poziomie, IS-F pierwszą „setkę” osiąga po upływie 4,8 sekundy, a prędkość maksymalna została ograniczona elektronicznie i wynosi 270 km/h. Cóż, takie już mamy czasy, że jeśli producent nie ingeruje w jednostkę napędową to się cieszymy...
Auto przy okazji faceliftingu otrzyma nowy przód ze światłami do jazdy dziennej typu LED oraz dodatkowe opcje wyposażenia wnętrza, m.in. nowe fotele z przodu, skórzaną tapicerkę przeszywaną niebieskimi nićmi oraz przeprojektowaną deskę rozdzielczą, która zrobiła małe zamieszanie między wskaźnikami - w nowym modelu rocznikowym na głównym planie znajdzie się ogromny obrotomierz. Lexus IS-F zostanie zaprezentowany oficjalnie już niebawem na salonie samochodowym w Paryżu.(ag)
■









komentarze
Monitor na srodku nadal rodem z ZX Spectrum :(
Ciekawe czy ten ogromny obrotomierz idzie w parze z wyłączeniem tej irytującej "piszczałki" wysokich obrotów... no i przede wszystkim możliwości doprowadzenia do "odcinki" bez samoistnego przełączenia biegu. Bo w tej klasie mimo że Lexus IS-F to poważny rywal, to właśnie takie drobiazgi mają ogromne znaczenie. To nie pakiet "M", "AMG" czy "F" (dla Lexusa) tylko poważny samochód, który nie może udawać sportowca, tylko nim być... w każdym możliwym detalu.
Zmiany na plus. Zegary ciekawie rozwiązane :)