Pod napięciem
Dziś nie będzie śmiesznie i zabawnie. Mimo, że ma być to felieton. Dziś piszę bowiem z punktu widzenia osoby osaczonej, otoczonej zewsząd zbliżającymi się do mnie przerażająco zzieleniałymi do granic możliwości elektrycznymi i hybrydowymi pojazdami. O potworach, na które codziennie muszę patrzeć, poznawać je dogłębnie i zaglądać im pod maskę…
Z każdym dniem docierają do nas informacje o kolejnych elektrycznych i hybrydowych wynalazkach. O niektórych z nich już po prostu nie mam siły pisać. Ile bowiem można tworzyć interesujące newsy o beznamiętnych maszynach? Gdy słyszę, jak to samochody hybrydowe mają ocalić naszą planetę, nie wiem czy się śmiać czy płakać nad tymi, którzy to mówią, a określenie „litowo-jonowa bateria” potrafi mi zepsuć cały dzień. Sens takiej ochrony środowiska najlepiej chyba określa przypadkiem znaleziony przeze mnie w sieci rysunek:

Z powodu braku możliwości doboru odpowiednich słów, upłynęło trochę czasu, zanim odważyłam się stworzyć ten wpis. Kiedy jednak napisałam o Ferrari 599 Hybrid, coś we mnie pękło. Kropla goryczy przelała czarę, zrozumiałam, że już nie ma co walczyć, wojować, sprzeciwiać się. Trzeba skulić ogon pod siebie, przytaknąć na zastaną rzeczywistość i ewentualnie liczyć na Teslę. To uczucie jest nieporównywalne z innymi - patrzysz na to, jak coś, co kochałeś, umiera śmiercią naturalną i wiesz, że nie możesz nic już zrobić. Nawet nie możesz zamknąć oczu tak jak inni, bo twoim obowiązkiem jest mówić, informować cały świat na bieżąco o tym, co się dzieje.
Wyobraźcie to sobie. Pożyjemy jeszcze trochę i za kilka lat z ulic znikną prawdziwe potwory pijące benzynę i żrące olej. Diabły, które powodowały, że uśmiech nie znikał prawdziwym pasjonatom z twarzy. Za niedługo do naszych uszu być może już nigdy nie dotrze symfonia pracujących tłoków. W zamian otrzymamy „wspaniałe” ekologiczne, ekonomiczne i eko-absurdalne oszczędne przemieszczacze o zasięgu 200 kilometrów i zawrotnych V-max, które teoretycznie zapewnią, że zwierzątka i roślinki będą mogły dalej rozmnażać się w swoich ekosystemach. Zniknie coś takiego, co się pasją motoryzacyjną nazywa, bo i nie będzie czym się zachwycać. Wszystkie te pseudosamochody będą do siebie przeraźliwie podobne, tak samo nudne i bez polotu…Gdzie te czasy wspaniałej B-grupy, Audi Quattro czy też Lancii Stratos? No pytam, gdzie?
Rozwój techniki, nie tylko tej motoryzacyjnej, coraz bardziej nas otępia. Dzieje się to sprytnie, bo stopniowo im bardziej dajemy się nią ogłupić, tym mniej dostrzegamy, że tak się dzieje. W pewnym momencie niektórzy z nas, ci bardziej świadomi, obudzą się „z ręką w nocniku” zdając sobie sprawę, że tak naprawdę nic nie potrafią, niczego nie są w stanie zrobić bez pomocy robotów. Zrozumieją to, w momencie, gdy któryś system w ich samochodzie po prostu nawali albo kiedy podczas stania w korku skończy się im prąd. Jesteśmy zniewoleni przez dzisiejszą technikę. Żyjemy w czasach, gdzie nawet w łóżku nieposiadanie wynalazków zwanych gadżetami to już obciach i gwarantowana porażka na pełnej linii. Nie będzie już tak pięknie i kolorowo, będzie… zielono. Czysto, higienicznie, bezproblemowo. Cicho, łatwo i przyjemnie. Otwieracie drzwi, wchodzicie do środka, dojeżdżacie do celu i wychodzicie. Nawet drzwi same się zamkną. Czy kiedykolwiek cieszył was taki seks?
PS. Na jednej z witryn internetowych spotkałam się z takim określeniem samochodu elektrycznego: „Auto, które porusza się bezszelestnie nie zużywając grama benzyny. Które świetnie daje sobie radę bez skrzyni biegów, sprzęgła, układu wydechowego – którego jedyną emisją jest muzyka z radioodtwarzacza. Marzenie kierowcy, koszmar szejków naftowych – samochód elektryczny.” Cóż, chyba się wykoleiłam. Nie jestem szejkiem naftowym, a po nocach nie śnię o i-MiEV ani nawet o Tesli, lecz starej, dzikiej i nieokiełznanej Lancii Delcie HF Integrale. Nie wiem, czy dam radę udźwignąć ciężar przytłaczającej nas motoryzacyjnej rzeczywistości. Tymczasem, póki jeszcze mogę i mam tą okazję, odpalę mój ostatnio nabyty „wehikuł czasu”, jeśli w ogóle będzie miał ochotę odpalić (jakież to piękne, gdy samochód ma swoje humorki…) i porozkoszuję się zapachem benzyny. Tak na wszelki wypadek, w razie gdyby ktoś miał zamiar wprowadzić jutro zakaz poruszania się samochodami spalinowymi po drodze. Bo w dzisiejszym świecie nic już nie wiadomo, poza faktem, że wszyscy mówią o wolności, której dawno już nie ma, a najlepszym tego przykładem jest Statua Wolności stojąca w kraju tak naprawdę zniewolonym przez Policję.
Zapraszam Was, Drodzy Czytelnicy do obejrzenia (lub bardziej posłuchania) pewnego filmu, upamiętniającego czasy największego rozwoju motoryzacji:








komentarze
AUfTti , [url=http://tsishbfkeafr.com/]tsishbfkeafr[/url], [link=http://pnlyvcbvyjvm.com/]pnlyvcbvyjvm[/link], http://eaxlprsgiwjg.com/
CLaIUq , [url=http://hwfdfpugflot.com/]hwfdfpugflot[/url], [link=http://jyfmbvuzgcvv.com/]jyfmbvuzgcvv[/link], http://fvlhggneyuzw.com/
ol9NTq vxymdpcvpjhe
meH0oX aymsrddbfhsp
UFxDO4 , [url=http://pxnodnkvjpfj.com/]pxnodnkvjpfj[/url], [link=http://mswuaflyjeik.com/]mswuaflyjeik[/link], http://cbwptftrroaz.com/
zJ10Zh , [url=http://pyeevfqvgryj.com/]pyeevfqvgryj[/url], [link=http://cwzwdefhoekk.com/]cwzwdefhoekk[/link], http://zauyapypbeio.com/
rCKqQW uvtfmfaxttir
Rm28EC nzwdjzxfhgdp
Jacek pisze:Nie bardzo rimozuem co to znaczy ekologiczna żywność. Uważam ze takiej nie ma. Od kilkunastu lat mieszkam na wsi. Uprawy ekologiczne mogą się odbywać jedynie w zamkniętej przestrzeni a to niestety jest bardzo drogie. Na otwartej przy naturalnym nawożeniu i ekologicznymi opryskami rośliny przegrywają z rożnego rodzaju chorobami. Jedynym ratunkiem jest chemia i to w podwf3jnych dawkach . Po prostu wszystko się zmienia, mutuje się. Ciągle są nowe choroby ktf3re atakują człowieka tak samo dzieje się z roślinami. Na wsiach /tam gdzie mieszkam/ ciężko spotkać jaskf3łki czy wrf3ble. Naturalnych wrogf3w tego co się rusza.Jeden z rolnikf3w ktf3ry zajmuje się uprawa ekologiczna . Zgłosił to, już nie pamiętam komu. W każdym razie dostał instrukcje co ma robić. No i ścisłe ja przestrzegał. Zebrał niewiele bo mu plony choroby zjadły. Teraz uprawia „ekologicznie” ale po swojemu.Mam tez wątpliwości co do nawozf3w naturalnych. Zwierzęta mają rożnego rodzaju bakterie ,wirusy itd., ktf3re wydzielane są z kałem a to jest używane do nawożenia. A tym karmią się rośliny /takim przykładem może być ekologiczna farma ktf3ra wyhodowała śmiertelne kiełki/. Zdaje się. Raport ONZ na ktf3ry Pan się powołuje jest tyle wart jak ten ktf3ry sporządził „uczony” o topnieniu lodf3w w Himalajach nie wychodząc z domu.Myślę ze oglądał Pan zdjęcia , reportaże z z pf3l Afrykańskich ktf3re są niszczone przez rożnego rodzaju latających, pełzających stworf3w Żadna chemia nie jest w stanie je zniszczyć. Proszę tez przeczytać raport o stanie plantacji bananf3w afrykańskich. Przykro mi ale nie pamiętam gdzie można go znaleźć/ W TV można zobaczyć film na kanale BBC . Myślę ze będą go powtarzać.Zastanawia mnie tez skąd ekolodzy wezmą odporne na choroby rośliny i te ktf3re dadzą podwf3jne plony?Pozdrawiam
Jacek pisze:Nie zgadzam się z sznoawnymi przedmf3wcami ze problem głodu nie jest istotnym zagrożeniem. Problem jest i to dla wszystkich a0krajf3w. Po prostu liczba ludności się zwiększa a z kolei ilość ziem uprawnych zmniejsza się . Na to wpływa dużo czynnikf3w. Ale to jest osobny temat.a0Coraz trudniej jest zebrać plony. Po prostu oprf3cz pogody ktf3ra nie jest łaskawa dlaa0 zbiorf3w to jeszcze rożnego rodzaju grzyby, bakterie czy robactwo nie mają litości. Na roślinki leje się coraz więcej chemii. Na plantacjach jabłek drzewa pryska się średnio siedem razy. No i jemy czystą chemiaPisałem o afrykańskich plantacjach ,ktf3re zostały zaatakowane przez choroby z ktf3rymi nie można sobie dać rade. Jeśli genetycy nie wyhodują odporne drzewka to pożegnamy się z bananami.a0A wracając do bananf3w. Proszę porf3wnać drzewo bananowca dziko rosnącego a te miniaturki drzew wydające kiść o wadze 60 kg. Kolosalna rf3żnica. Czy u mamy do czynienia z genetyka?A orzechy kokosowe na dwu metrowych drzewkach. Ale nie tylko banany bo można kupić winogrona wielkości śliwek, czy śliwki wielkości jabłek Itd. Każdy z tych produktf3w nasączony jest chemia , ktf3ra niszczy zarazki a tez hamuje okres dojrzewania. Pozwala to statkiem dotrzeć do Europy np.. z dalekiego Chile Osobnym tematem jest mięso.Uważam ze walka z GMO nie ma sensu. Po prostu jest już za pf3źno a każdy zakaz można obejść. Zdaje się ze w 10 krajach europy wprowadzono zakaz GMO ale to wcale nie zmniejszyło ilości produktf3w z żywnością modyfikowana ktf3ra znajduje się na pf3łkach sklepf3w. Myślę ze należało by oznakować tego typu produkty żeby kupujący wiedział co kupuje. Uważam GMO wymaga solidnych badan. Jest dużo za ale tez są obawy. Zakaz to dla mnie takie odfajkowanie tematu. ,ktf3ry nic nie da.O firmie Monsanto nie wiele wiem. Jedynie słyszałem ze kilku rolnikf3w kupuje tam nasiona. Czy to jest jedyny ktf3ry handluje nasionami GMO?Śmieszy mnie stwierdzenie ze jedzenie produktf3w modyfikowanych powoduje otyłość obywateli Stanf3w. Pierwszy raz byłem tam na początku 70 lat. Spotkałem bardzo dużo otyłych ludzi. Wtedy mf3wiło się ze toa0cola , chipsy i TV ktf3ra Amerykanie ubf3stwiają. No i mało ruchu. Do sklepu oddalonego o 100 metrf3w jeździ się samochodem. Od tego czasu nie wiele się zmieniło. Nie GMO robi z ludzi grubasf3w tylko tryb życia jaki pędzą. Tak jak mnie śmieszy ze jedzenie w Mac Donaldzie powoduje otyłość. Bzdury. Kiedyś byłem na wyspie położoną nie daleko Nowej Zelandii. Akurat odbywały się się wybory miss. Zwyciężyła pani ktf3ra ważyła 150 kg. Wszystko to rzecz gustu.Podobno genetycznie zmodyfikowana roślinność może jakoś oddziaływać na inne rośliny. Tylko ze po kilku latach nikt tego nie stwierdził. Ekolodzy mf3wią ze to za mało czasu. Pytani ile potrzeba?a0